The Second One

Skup złomu
13/10/2017
Szybki przegląd Ligi Europy
26/10/2017
 

Powiedzieć, że Mourinho w drugim sezonie swojej pracy w danym klubie zdobywa tytuły, to nic nie powiedzieć. Tak było w Porto, Chelsea, Interze czy Realu Madryt. Statystyka każe twierdzić, że w tym sezonie zdobędzie tytuł w Premier League z Czerwonymi Diabłami. Jednak statystyki nie grają, ani tym bardziej nie zapełniają klubowych gablot trofeami.

Trzeba przyznać, że United pod wodzą The Special One sezon zaczęli imponująco. Na 7 rozegranych przedsezonowych sparingów 5 wygrali (w tym 2:0 z The Citizens), zremisowali z Realem i minimalnie ulegli Barcelonie. W Premier League na początek odnotowali 3 łatwe zwycięstwa, nie tracąc przy tym żadnej bramki. Nawet remis ze Stoke nie przyćmił obrazu. A ostatnimi laty Diabły starty miały równie gładkie jak dłonie Polaków robiących w Stanach przy azbeście. Zastanawiająca za to była postawa klubu Mourinho w starciu z Królewskimi w Super Pucharze Europy na początku sierpnia. Największy nawet piłkarski Janusz widział różnicę klas między drużynami. Real lepiej się ustawiał, był o tempo szybszy w reakcji i dużo lepiej prezentował się z piłką przy nodze. Wiadomo jednak, że stawka meczu nie była najwyższa. Super Puchar Europy nie jest trofeum z kategorii „must have” dla europejskich potentatów, to raczej przetarcie przed późniejszymi meczami w Lidze Mistrzów. Stawka stawką, ale spotkanie uwidoczniło braki United w stosunku do poziomu absolutnie topowych ekip na Starym Kontynencie.

Inauguracyjna wygrana w Pucharze Europy nad FC Basel była równie zaskakująca jak to, że Lewandowski tego samego wieczoru perfekcyjnie wykonał karnego w meczu Bawarczyków z Anderlechtem. Diabły wygrały 3:0, a Lukaku, który strzelił bramkę w swoim debiucie w Champions League, po meczu powiedział, że zespół nie zagrał najlepiej i wciąż jest wiele do poprawy. Widać gołym okiem, że gość przeszedł na Old Trafford wygrywać tytuły mistrzowskie, najchętniej ozdabiając je koronami króla strzelców jak Sławomir Nowak swoje nadgarstki drogimi sikorami. Takie ambicje potrafi obudzić w swoich podopiecznych Jose Mourinho. Wydaje się, że w końcu do nich dotarł, uświadomił im, że grają w klubie z wielkimi tradycjami, który nie może zadowalać się 6. pozycją w tabeli. Kilka dni później Czerwone Diabły przejechały się po Evertonie 4:0. The Toffees nie pomógł nawet maksymalnie zmotywowany Rooney. Robił co mógł, walczył, wracał po piłkę, na stałe fragmenty cofał się we własne pole karne. Ewidentnie chciał udowodnić fanom i włodarzom w przemysłowej części Manchesteru, że zasługiwał na pierwszy plac w United. Do momentu, kiedy znajdował się na boisku, było 1:0. Jak zszedł, gra Evertonu się posypała. Garry Lineker humorystycznie określił tę sytuację, że to miło ze strony United, iż poczekali do chwili, gdy Rooney zejdzie z boiska, zanim rozprawili się na dobre z Evertonem. W obecnym sezonie Manchester United upodobał sobie wynik 4:0. Oprócz The Toffees rozprawili się w ten sposób z West Hamem, Swansea City i Crystal Palace. Jedynymi wpadkami póki co były: wspomniane wcześniej 2:2 ze Stoke City i porażka w minioną sobotę z Huddersfield Town. Trudno bowiem za wtopę uznać 0:0 na Anfield. Mourinho pojechał do miasta Beatlesów po remis i go stamtąd przywiózł. Nie był to pierwszy raz, kiedy z pełną premedytacją i wyrachowaniem drużyna Portugalczyka gra wyłącznie o 1 punkt, a nie pełną pulę. Jest to na pewno kamyczek do jego ogródka. Nie można w tak bezczelny sposób zabijać takich hitowych spotkań. Media napompowały balonik maksymalnie (w końcu to derby Anglii), przyjechał Mourinho i wbił w niego szpilkę. Cel ewidentnie uświęca środki – według szkoleniowca Czerwonych Diabłów.

W minionych latach często zęby bolały, gdy się patrzyło na boiskowe poczynania United zarówno pod wodzą Moyesa, jak i van Gaala. W sezonie 2016/2017 zespół Portugalczyka również zaliczył kilka takich występów. Początek tej kampanii wydaje się zwiastować coś więcej, choć zdaję sobie sprawę z faktu, że ocena potencjału drużyny pod koniec października ma średni sens. Gdyby było inaczej, to już można by zaczynać mistrzowską fetę w Manchesterze, ale w tej jego „niebieskiej” części, bo The Citizens naprawdę są w gazie i wpierdolili rywalom już 32 bramki w 9 meczach, co jest w ogóle jakimś kosmosem.

Mówi się, że drużyna jest tak silna, jak silna jest jej ławka rezerwowych. United mają tak długą ławkę, że nawet kontuzje takich graczy jak Pogba, Ibrahimović, Fellaini, Rojo, Carrick, czy Bailly nie wpływają drastycznie na jakość gry. Większość aspektów gry wygląda tak obiecująco, jak narodowa reprezentacja naszego kraju do meczu z Duńczykami. Oczywiste jednak jest to, że i Mourinho trafi na swoich „Duńczyków”. To wyłącznie kwestia czasu, w futbolu wszelkie hegemonie kończą się szybciej niż w innych dziedzinach życia. Huddersfield Town pokazało, że Czerwone Diabły wcale nie są tak mocne jak początkowo mogło się wydawać.

24/10/2017

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *