Sparing pod stadionem

Liga kiszonych ogórków
06/10/2017
Skup złomu
13/10/2017
 

Każdy, kto postanowił obejrzeć w miniony weekend kilka meczów polskiej Ekstraklasy, musi mieć wrażenie, że był to czas stracony. No chyba że wybrał polski klasyk: Lech – Legia. Bo ten mecz jako jedyny stał na przyzwoitym poziomie sportowym i dał kibicom to, czego oczekiwali. Oczywiście nie tym z Warszawy. Reszta spotkań była równie nudna jak wielogodzinne posiedzenia sejmu relacjonowane przez TVP2 w czasach dzieciństwa. Jednak nasza liga robi wszystko, aby równowaga w naturze została zachowana. Dlatego jeśli mało działo się na boiskach, to poza nimi wręcz przeciwnie.

Zawodnicy stołecznej Legii zaliczyli jednego wieczoru swoisty dublecik. Najpierw dostali w dupę przy Bułgarskiej w Poznaniu 3:0 od Kolejorza. I trzeba jasno powiedzieć, że była to porażka w pełni zasłużona. Stołeczni byli drużyną o kilka klas gorszą w każdym elemencie gry. Jednak jak wrócili do Warszawy, okazało się, że to jeszcze nie koniec wpierdoli w ten weekend. Na parkingu pod stadionem czekała na nich grupa „sympatyków”. Wyobrażam sobie, że mogło to wyglądać podobnie do sytuacji, gdy za młodu wracało się do domu z podwórka, a w dużym pokoju czekał już ojciec świeżo po wywiadówce. I w ten oto sposób kibice przeprowadzili z piłkarzami rozmowę wychowawczą. Nie pochwalam tego, ale bądźmy świadomi kilku faktów. Zadaniem trenerów jest trenowanie, piłkarzy granie i walka o każdą piłkę na boisku, ultrasów kibicowanie i oprawy na stadionie, a hoolsów spuszczanie wpierdoli. W tej sytuacji wychodzi na to, że tylko ci ostatni wywiązali się ze swoich zadań. Oczywistym również dla mnie jest, że powinni to robić – jak tradycja nakazuje – we własnym gronie. Robienie sobie worków treningowych z piłkarzy jednak nie do końca jest w porządku. W końcu z każdym workiem treningowym jest ten sam problem – nie odda.

Chętnie zobaczyłbym nagrania z monitoringu. Dwie rzeczy są dla mnie pewne w tej sytuacji: po pierwsze to, że monitoring akurat był w trakcie konserwacji lub z jakiś innych banalnych powodów jego nagranie nie ujrzy światła dziennego, a po drugie, że piłkarze Legii spierdalali dużo szybciej przed własnymi kibicami niż biegali po murawie w Poznaniu.

Proponuję, żebyśmy przestali tak chuchać i dmuchać na zawodników. Dziennikarze nie mogą ich skrytykować, bo się obrażą. Trener nie może na nich nic powiedzieć publicznie, bo szatnia odwróci się od niego i w skrajnych sytuacjach może nawet zadecydować o jego zwolnieniu. Kibice nie mają najmniejszego prawa delikatnie poprzepychać się z zawodnikami, bo już w ogóle jest podnoszony taki alarm, jakby nie wiadomo co się wydarzyło. Nie wyolbrzymiajmy, nikomu nic się nie stało, padło kilka ostrych słów, ktoś może dostał z liścia, ktoś został odepchnięty. Wielkie halo!

Uwierzcie, że gdyby Legia przegrała nawet 0:4, ale po zaciętej grze, po przysłowiowym „gryzieniu trawy”, to sytuacja nie miałaby miejsca. Problem pojawił się, ponieważ Legioniści od początku tego sezonu poruszają się po murawie leniwie, obojętnie i nie widać w nich chęci zwyciężania. Taka postawa w meczu z Lechem była przekroczeniem wszelkich granic, te mecze mają swój ciężar gatunkowy. Kibice wymagają, żeby piłkarze na boisku walczyli do upadłego. Chcą, żeby byli godni noszenia koszulki ich ukochanego klubu. I wiecie co? Oni naprawdę nie wymagają wiele. Mają do tego pełne prawo! Pamiętajmy, że część tych wysokich kontraktów piłkarzy płacą pośrednio właśnie kibice. Dlatego może warto wziąć się w garść i zacząć zapierdalać na boisku, zamiast spierdalać poza nim.

Fot. Paweł Dudzik Photography

08/10/2017

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *