parallax background

Skup złomu

Sparing pod stadionem
08/10/2017
The Second One
24/10/2017
 

Sezon w Ekstraklasie nabiera rozpędu. Wyjściowe jedenastki większości drużyn już się wyklarowały. Jak we wszystkich ligach europejskich, również w naszej znaczną część zawodników stanowią obcokrajowcy. We wszystkich 16 ekstraklasowych drużynach zarejestrowanych do gry jest łącznie 163 piłkarzy z zagranicy. Jedni dają jakość, drudzy są solidni, inni przyjechali na wczasy odchudzające, a jeszcze inni to totalny szrot, który tak naprawdę sam nie wie, co w Polsce robi. Przyjrzyjmy się zatem zagranicznym zawodnikom w naszej lidze.

Poprawność polityczna każe twierdzić, że nieważne są takie rzeczy jak kolor skóry, pochodzenie czy obywatelstwo. Jednak jeśli czytasz ten tekst, to wiesz, że Sir Mutton na poprawność polityczną leje złotym deszczem. I okej, jestem w stanie się zgodzić z tym, że  dopóki zawodnik dysponuje wysokimi umiejętnościami i jest w dobrej formie, to narodowość nie jest sprawą kluczową. W końcu drużyna klubowa to nie reprezentacja kraju.

Problem pojawia się w momencie, gdy kopacz jest po prostu słaby. A jeszcze jak w pakiecie z niskimi umiejętnościami jest dorzucana nadwaga, to już nie sposób tego przemilczeć. Każdy z nas, jak zaczynał robotę w jakimkolwiek zakładzie pracy, musiał udowodnić, że potrafi ją wykonywać właściwie, że ma odpowiednią wiedzę i umiejętności. Nikt przecież za darmo przelewu na koniec miesiąca nie otrzymuje. Nie będę tu się rozwodził o Vadisie Odjidjy-Ofoe, bo ten temat jest oklepany jak tyłek twojej ex. Poza tym on akurat odpalił i większość z nas pamięta głównie to. Zapominamy o tym, jak Belg wyglądał na początku zeszłego sezonu. Legia jednak generalnie wydaje się być zdania, że dobrą opcją jest sprowadzanie obcokrajowców z nadwagą i próbowanie z nich zrobić zawodników na miarę klubu. Hildeberto, bo oczywiście o nim mowa, w trakcie pierwszych treningów przy Łazienkowskiej miał BMI przekraczające 27. Pamiętajmy, że mowa tu o zawodowym piłkarzu na profesjonalnym kontrakcie.

Nie bardzo wiem, jak to przyłożyć do „długofalowej strategii klubu”, o której ostatnio tak wiele mówił prezes Mioduski. Klub piłkarski, aspirujący do gry w europejskich pucharach, nie powinien służyć jako Medical SPA & Wellness „Lose weight”. I nieważne, jak bardzo ogórkowa jest ta liga. Taki Bartek Kapustka wyjechał do Leicester jako mega talent z Polski. Na miejscu się okazało, że w ocenie angielskich trenerów jest nieprzygotowany do gry w Premier League, więc nie grał. Przesunęli go do drużyny rezerw, a po sezonie wypożyczyli do Freiburga, gdzie wciąż nie gra. A nadwagi nie ma.

W jakim świetle sami się stawiamy takimi ruchami? Czy w kadrze Legii, drużyny, która przez 3 ostatnie lata z rzędu wygrywała Centralną Ligę Juniorów Starszych, naprawdę nie ma kilku rokujących chłopaków, na których warto postawić? Naprawdę nie ma nikogo, kto mógłby zastąpić zwrotnego jak TIR z naczepą Astiza, Pasquato czy Chukwu, którzy wyglądają jakby do Warszawy przyjechali wyłącznie w celach rekreacyjnych? Wszyscy sprowadzeni przed tym sezonem i wszyscy w mniejszym lub większym stopniu zawodzą. Legia ma największy budżet w Polsce, wydaje się, że największe również ambicje. Jednocześnie to właśnie stołeczny klub sprowadził najwięcej zagranicznych piłkarzy, których przydatność można kwestionować.

Nie są jednak jedynymi. Weźmy takiego Kamila Vacka ze Śląska Wrocław. Po udanym sezonie 2015/2016 w barwach Piasta Gliwice, do którego był wypożyczony ze Sparty Praga, powrócił do Czech i został momentalnie odstrzelony do Izraela. We Wrocławiu na razie gra ogony, bo zgubił formę jak ty nieraz klucze od chaty po pijaku. Milos Krasić z kolei (Lechia Gdańsk) najlepsze lata gry ma już dawno za sobą. W Juventusie zachwycał tak dawno, że można się zastanawiać, czy to w ogóle była prawda. Jest wolny, podaje niedokładnie, gdy zaczyna dryblować, stratę piłki czuć z daleka, liczby go też nie bronią. I co z tego, że ma nazwisko? Sebek Mila też ma markę na naszym podwórku, a na murawę wybiega rzadziej niż lekarz drużyny. Michal Papadopulos, grający w Piaście Gliwice, żeby strzelić bramkę, musi mieć piłkę wyłożoną jak na tacy i to najlepiej do pustej bramki. Takie przykłady można mnożyć.

Korona Kielce, Lech Poznań i Wisła Kraków mają w swoich kadrach po 15 obcokrajowców. Cracovia ma ich 14, a Piast Gliwice 13. Moim zdaniem w naszej lidze powinni grać Polacy i nie jest to nacjonalistyczne hasło jak „Polska dla Polaków, ziemia dla ziemniaków”. Niech drużyny klubowe składają się z 20 Polaków i kilku graczy z zagranicy, którzy mają umiejętności i przy których młodzi polscy zawodnicy mogą się rozwijać.

Fakty są jednak takie, że w kilku drużynach ponad połowa graczy to piłkarze zagraniczni. Są to w większości najemnicy, liczący na łatwo zarobione pieniądze lub że przez tę ligę uda im się dostać do rozgrywek na wyższym poziomie płacowym i sportowym na Zachodzie. I nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby dawali swoim drużynom taką jakość jak np. Dries Mertens w Neapolu. Jednak poza kilkoma wyjątkami nie dają. Ale o tych wyjątkach to już innym razem…

Aha, jeszcze jedno – mały apel do piłkarskich ekspertów: przestańcie mi wmawiać, że Vladislavs Gutkovskis z Bruk-Betu jest dobrym napastnikiem. Nie kurwa, nie jest!

13/10/2017

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *