Kontrowersje gVARantowane

Huśtawka trenerska
12/12/2017
Ciotka Krystyna
27/12/2017
 

Jakim jesteśmy narodem każdy wie, sportem narodowym nie jest u nas wcale piłka nożna, czy żadna inna siatkówka. To NARZEKANIE. Jest naszą cechą charakterystyczną, znaną już nie tylko samym Polakom. Amerykanie, czy Brytyjczycy na powitanie zadają pytanie „jak się masz?” a w odpowiedzi otrzymują coś w stylu „wszystko dobrze, dzięki”. I już mniejsza o to w jakim stopniu jest to wyuczone, czy po prostu przyjęte, a w jakim prawdziwe. U nas w odpowiedzi na takie pytanie otrzymamy: zimą, że kurwa piździ jak w kieleckim; a latem, że jest tak gorąco, że pocisz się na samą myśl o wyjściu na słońce. Ewentualnie, że za mało zarabiamy, że benzyna znowu zdrożała, a promocje w Biedronce już nie są tak atrakcyjne jak kiedyś. I ponownie, nie chodzi o to, ile w tym jest prawdy, a o samo nastawienie, o ten MENTAL - jak to się zwykło mówić w sporcie.

Taka sama sytuacja jest z VARem. Jak go nie było to narzekaliśmy, że sędziowie popełniają dużo błędów, że nierzadko wypaczają wyniki spotkań. Jak już mamy VAR to narzekamy, że nie działa jak powinien, że wciąż występują pomyłki. Co gorsza czym prędzej stawiamy pytanie, czy ten cały Video Assistant Referee jest nam w ogóle potrzebny. Tymczasem sprawa jest prosta jak fallus Rocco Siffredi w zwodzie - VAR jest absolutnie niezbędny.

System jest wciąż nowy, raczkujący wręcz, w naszej Ekstraklasie został wprowadzony praktycznie bez przygotowania. W innych ligach wcześniej był stosowany w trybie offline. Później stopniowo wprowadzany na kilka meczów w danej kolejce. W Ekstraklasie sami wrzuciliśmy się na głęboką wodę, bo VAR od początku asystował przy 6 meczach, teraz już przy 7, a docelowo ma być na wszystkich 8 meczach kolejki. Jeśli zestawimy liczbę błędów sędziowskich przed i po wprowadzeniu tego systemu liczby będą oczywiste. Ilość pomyłek została mocno zredukowana, nie do minimum co prawda, ale mam wątpliwości czy takie rozwiązanie jest w ogóle możliwe. Wykluczone zostały za to chamskie błędy, czyli takie ewidentne jak np. nieuznana bramka, mimo że bramkarz wybijał piłkę znajdującą się pół metra za linią bramkową, czy metrowe spalone. A to jest zasadnicza i nieoceniona pomoc tego udogodnienia.

Istnieje też kontrargument dla przeciwników systemu, mówiących że to już nie to samo, że nie te emocje, że nie można dyskutować czy był faul, spalony itp. Otóż w dalszym ciągu można! O faulach wciąż decyduje arbiter główny, o tym czy w ogóle skorzysta z powtórki video i jaką decyzję po jej obejrzeniu podejmie.

Jeśli chodzi o spalone to już niestety trochę zaczynamy ocierać się o absurd. Po pierwsze zmiany przepisów. Teraz spalony nie jest wtedy, gdy po prostu napastnik znajduje się za linią obrony w momencie podania, ale w momencie, gdy piłka pierwszy raz zetknie się z obuwiem podającego. W takim razie dochodzi jeszcze kwestia czasu, w jakim roznoszą się dźwięki po murawie boiska. A to już jakaś biologia molekularna, czy inna astrofizyka – na pewno nie piłka nożna - gra, gdzie ponad 20 chłopa w krótkich gaciach i długich skarpetach biega za jedną piłką. Po drugie jak możemy oceniać spalonego w systemie zero-jedynkowym, skoro nie mamy do tego odpowiednich narzędzi? Bo przecież sędziowie VAR nawet nie mają możliwości narysowania linii dzielącej napastnika od ostatniego obrońcy. W telewizji z kolei, w sytuacjach naprawdę stykowych, rysują je jak im się podoba. Po trzecie, jeśli spalony to spalony i nieważne czy wyniósł 3 centymetry czy 5 metrów, to w jaki sposób zmierzyć, że to właśnie były 3 centymetry i w czasie tej setnej sekundy, w której piłka zetknęła się z butem zawodnika podającego? Zakładam, że jest to możliwe do wykonania, pewnie kwestia napisania odpowiedniego algorytmu, który będzie to wyliczał. Jednak to oznacza większe wydatki na tę technologię i jednocześnie budzi pytanie, czy tak naprawdę o to nam właśnie chodzi? I po czwarte, może najważniejsze - spróbujcie teraz wyjaśnić swojej nowej dziewczynie co to jest spalony. Powodzenia!

Proponowałbym rozwiązanie dużo bardziej użytkowe. Dlaczego nie można by przyjąć, że w ramach promowania gry ofensywnej, dopuszczalny jest błąd do powiedzmy 20cm +/- 5cm. Uniknęlibyśmy w ten sposób turbo-nudnych i wtórnych rozpraw jak przy okazji meczu Korona - Legia.

Piłka nożna nie jest zero-jedynkowa. Kontrowersje były, są i będą, a nawet jak ich nie będzie, to je sobie kurwa wymyślimy. VAR VARem, ale zawsze gdzieś tam na końcu łańcucha wydarzeń potrzebna jest decyzja podjęta przez sędziego głównego. Zawsze więc będzie mógł wystąpić słynny human error. Może to i lepiej, bo to sport, a sport jest ludzki, emocjonujący, a nie chłodno i mechanicznie wyliczony. Przynajmniej za takiego chcę go naiwnie uważać. Dopóki w przepisach widnieje zapis „zdaniem sędziego” myślę, że zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy VARu znajdą jakieś części wspólne. Będzie miejsce na dyskusje, ale nie o błędach oczywistych. Czy nie o to właśnie nam chodziło, żeby ukrócić idiotyczne kłótnie, których mamy aż w nadmiarze w naszych polskich realiach?

18/12/2017

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *