Kolega Robert z Warszawy

Szybki przegląd Ligi Europy
26/10/2017
Derbowa motywacja
05/11/2017
 

Choćbyś nie wiem jak wielkim ideologicznie hipsterem był, jak bardzo gardziłbyś kulturą masową, to jego znasz. Nawet jeśli nic nie mówią ci nazwiska Julia Roberts, Silvio Berlusconi czy choćby Radosław Sikorski, to Robert Lewandowski jest ci doskonale znany. Twoja wiedza piłkarska może być na poziomie byłej minister sportu i turystyki Joanny Muchy – nic to jednak nie znaczy, bo wiesz, kim jest Lewy. Wiesz nawet to, że w ciągu 9 minut wpierdolił 5 bramek jakiejś drużynie z Niemiec. Być może nawet wiesz, jaka to drużyna, bo jeździsz Passeratti w dieslu, którego wyprodukował główny sponsor tej drużyny. No nieważne. W każdym razie Robert Lewandowski jest swego rodzaju ikoną popkultury.

I nie jest to w żadnym wypadku zarzut, bo on sam się o to nie prosił, ale też specjalnie się przed tym nie bronił. Wie o tym, że piłkarska kariera i lukratywne kontrakty skończą się już za kilka lat, dlatego chce wykorzystać swoje 5 minut na maksa. Stąd te wszystkie reklamy czy inwestycje m.in. w nieruchomości. Jest w nim jednak coś takiego, że te jego nadmierne komerchy nie są tak wkurwiające jak innych sportowców albo aktorów. Ten chłopak ma po prostu dobrze poukładane w głowie. Nie kombinuje na krótką metę jak Grucha w „Chłopaki nie płaczą”, tylko bardziej jak Fred, z tym że na pewno nie skończy z kulką w klacie.

Z żoną poznał się na obozie sportowym, oboje mieli wówczas po 19 lat. Był wtedy nikomu nie znanym grajkiem niższych poziomów rozgrywkowych. Nie poszedł drogą wielu sportowców i nie zmienił żony na jakiegoś tlenionego kurwiszona wypełnionego botoksem i silikonem, gdy został sławny. Mimo, że level fejmu na naszym podwórku mają na poziomie Beckhamów, łączy ich prawdziwe uczucie i wspólne pasje. Widać, że brylowanie w mediach nie jest jedną z tych pasji. W takim sensie przynajmniej, że tak się tym nie chełpią jak David i Victoria. Starają się pozostać normalnym małżeństwem, on napierdala bramki, ona próbuje wszystkich przekonać, że owsianka jest lepsza od schabowego. No i fajnie.

Mam wrażenie, że Lewy wszystko ma przemyślane – od sportowej kariery przez małżeństwo aż po sposób lokowania oszczędności. Chociaż „Polska myśl szkoleniowa” (kurwa uwielbiam to określenie!) nieraz przecież nie poznała się na talencie Roberta. Z Legii Warszawy odstrzelono go wręcz spektakularnie, a w reprezentacji debiutował przecież za kadencji Leo Beenhakkera.

Z Lecha odchodził jako Mistrz Polski i król strzelców naszej ligi. Wybrał Borussię Dortmund i nie czarujmy się, na początku w Niemczech był pośmiewiskiem. W niemieckiej prasie pojawiały się artykuły, w których pismaki drwili z nieskuteczności Lewego. On sobie jednak nic z tego nie robił, nie wrócił do Ekstraklasy z podkulonym ogonem, tylko zacisnął zęby, zostawał po treningach i walczył o miejsce w pierwszym składzie. Wówczas królem Dortmundu był Lucas Barrios, którego oddali do ogórkowej ligi chińskiej, gdy Robert się rozkręcił. Oczywiście nie trzeba nikomu mówić, gdzie teraz jest Polak, a gdzie Paragwajczyk argentyńskiego pochodzenia.

Lewandowski został niedawno najlepszym strzelcem w historii reprezentacji Polski. Przestrzelił Włodzimierza Lubańskiego o 3 bramki. Na razie. Nie jestem zwolennikiem porównań piłkarzy z innych epok. To nie ma najmniejszego sensu. Piłka nożna była wtedy niemal inną dyscypliną sportu. Pokazuje to jednak, że Robert jest wciąż głodny, nienasycony, ciągle mu mało. Ile by nie miał, nie zazna samozadowolenia. To tak jak z liczbą koni mechanicznych pod maską czy z kwotą PLN-ów na wypłatę: zawsze będzie mało, zawsze będzie brakowało.

Jego znaczenia dla reprezentacji nie da się przecenić. Wyciągnął tę drużynę dosłownie za uszy do dwóch wielkich turniejów. W niedawno zakończonych kwalifikacjach do mundialu strzelił 16 bramek. Kolejnym strzelcem w tej klasyfikacji był Grosicki z 3 bramkami na koncie. 2 bramki rywale Biało-Czerwonych wpierdolili sobie sami, a wszyscy pozostali strzelcy strzelili po 1 bramce. To chyba najwyraźniej ukazuje różnicę.

Jednak zachowajmy odrobinę chociaż rozsądku i przestańmy wymieniać RL9 w jednym szeregu z Ronaldo, Messim czy Neymarem. To absurd! Lewy nie prezentuje i nigdy nie będzie prezentował takiego poziomu. Między innymi dlatego, że jest zawodnikiem o innej specyfice. Polak jest typowym egzekutorem, królem pola karnego. A wcześniej wspomniana trójka operuje na całej szerokości boiska, mają wizję gry, ponadludzką wręcz technikę i liczby totalnie astronomiczne. W mojej ocenie Lewandowskiego powinniśmy wymieniać w gronie takich piłkarzy jak Harry Kane czy Romelu Lukaku, nawet jeśli jest z nich najlepszy. Bo na pewno bliżej mu do nich niż do kosmicznej trójki. I nawet pan Darek Szpakowski nie wmówi mi, że jest inaczej, chociaż na każdym kroku usilnie próbuje.

Po latach posuchy doczekaliśmy się piłkarza na światowym poziomie. To nie ulega wątpliwości. Mamy w kadrze zawodnika, przy którym każdy inny próbuje być lepszy, żeby mu dorównać albo chociaż widocznie nie odstawać. Lewy jest nam potrzebny jak tlen. Uosabia nasz polski sen. Ilu z nas się przeraziło, jak schodził pod koniec pierwszej połowy w meczu Bayern – Lipsk z kontuzją? Spokojnie, to tylko lekki problem mięśniowy. Robert odpocznie kilka dni, może tydzień i znów będzie napierdalał bramy, tak że luźno.

03/11/2017

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *