Górnik to kozak

Mecze kontrolne lecz niekontrolowane
28/03/2018
Do svidaniya Polsha!
21/06/2018
 

Gdyby ktoś przed rozpoczęciem sezonu powiedział nam, że Górnik Zabrze zakończy sezon na premiowanym grą w pucharach 4. miejscu, to pokręcilibyśmy głową i powiedzieli temu marzycielowi, żeby się jebnął w łeb, ewentualnie rozważył zmianę dilera. Zabrzanie z kolei musieli sobie wtedy pomyśleć: „Tak? To potrzymajcie nam piwo i patrzcie”.

Górnik, który psim swędem dostał się do Ekstraklasy z drugiej lokaty na koniec zeszłego sezonu 1. Ligi pokazuje, że wchodząc do tej niby elitarnej klasy rozgrywkowej ostatnie, co powinno się mieć to kompleksy. W lidze, w której na finiszu lider ma na swoim koncie 11 porażek, kompleksów mieć nie można. Swoją drogą Zabrzanie zebrali o 2 oklepy mniej. Taka już jest Ekstraklasa - słaba. Z każdej strony jednak próbują wpierdalać nam marketingową piłkę, że jest mocna, a różnica poziomów między nią, a pierwszą ligą jest na poziomie Zakopanego i Elbląga.

Królem strzelców minionego sezonu Nice 1. Ligi został Igor Angulo z 17 bramkami. W tej niby „lepszej” lidze nazbierał ich 21 i przegrał tylko z Carlitosem. Drugi był Jakub Świerczok, który w momencie odejścia z Lubina do Bułgarii również zajmował drugą lokatę (co za zaskoczenie!) z wynikiem 16 bramek w Ekstraklasie (dokładnie tyle samo ustrzelił przez cały miniony sezon na niższym szczeblu). 14 bramek nastrzelał Damian Kądzior, jeszcze w barwach Wigrów Suwałki, dziś jeden z liderów zabrzańskiej drużyny. Nie jest więc tak, że te ligi dzieli przepaść. Pod względem marketingowym na pewno, jednak sportowo absolutnie nie. Pod tym błyszczącym opakowaniem z logiem Lotto, sportowo kryje się taki sami kał jak z logiem firmy Nice.

Górnicy z Zabrza doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Jako jedni z nielicznych zrozumieli, że poziom tej ligi jest taki, że śmiało można grać młodymi chłopakami. W dodatku Polakami, ogrywać ich bez straty dla jakości gry. Mają najmłodszą średnią wieku w całej lidze i już mniejsza z tym, czy jest to owocem opracowanej strategii długofalowej czy po prostu ma to miejsce z braku laku. Bo kadra przecież jest wąska. Zabrzanie praktycznie całą rundę jesienną rozegrali jedną jedenastką. W bramce zawsze Loska, w obronie Wieteska, Suarez, Wolniewicz i Koj, pomoc to Kądzior, Kurzawa, Żurkowski i Matuszek, a z przodu Angulo z Wolsztyńskim. Na wiosnę pojawiły się kontuzje i kartki. Trener Brosz znowu musiał rzeźbić w gównie jak w 1. Lidze, gdy w trakcie sezonu podziękowano większości doświadczonych graczy. Zawieszenia, kontuzje i zbytnie eksploatowanie tych samych piłkarzy, musiały się odbić na dyspozycji poszczególnym graczy, jak i ogólnej formie całej drużyny. Jednak nawet w takiej sytuacji Marcin Brosz niczym wytrawny szuler wyciągał z rękawa kolejne asy w postaci polskich nołnejmów jak Wojciech Hajda, czy Marcin Urynowicz. Najważniejsze, że te nołnejmy nie okazały się nołskilami.

Szczerze mówiąc spodziewałem się, że na wiosnę ta drużyna popadnie w nieco większy kryzys i że zaważy on na ostatecznej pozycji w tabeli Zabrzan. Nie sądziłem, że w ciągu całego sezonu będzie to drużyna, która strzeli najwięcej bramek (68), drużyna która będzie miała najwyższą średnią strzałów ogółem oraz strzałów celnych na mecz (odpowiednio 14,11 i 5,11); dane z oficjalnej strony Górnika Zabrze (www.gornikzabrze.pl). To niby tylko suche liczby, ale wyraźnie wskazują na to, że ta ekipa uwielbia grać ofensywnie.

Normalnym jest (a „normalność” w tej lidze należy odbierać jako duży komplement), że włodarze klubu z Górnego Śląska zachowują chłodną głowę i nie zwalniają trenera po kilku porażkach z rzędu. 3 wtopy odnotowali między 20. a 22. kolejką rozgrywek, dostali wówczas w łeb kolejno od Arki, Cracovii i Wisły Płock. W niejednym klubie Ekstraklasy trener nerwowo rozsyłałby CV-ki za pośrednictwem OLXa po takiej serii. A Marcin Brosz został wybrany trenerem roku. Biorąc pod uwagę początkowe prognozy, materiał ludzki jaki został mu oddany do pracy oraz poziom budżetu, uważam, że całkowicie słusznie.

Kolejna fajna sprawa to frekwencja. W Zabrzu zapanowała prawdziwa moda na chodzenie na mecze. Choćby nie wiem jak piękny był stadion, to pusty i tak wygląda jak gwiazdy Hollywood bez makijażu. Wystarczy wspomnieć stadiony Lechii w Gdańsku czy wrocławskiego Śląska. Na Górnika przychodzi regularnie po 20 tysięcy ludzi. Obiekt im. Ernesta Pohla, aż 10 razy w tym sezonie zapełniał się całkowicie, a tylko raz frekwencja spadła poniżej 10 tysięcy i wyniosła ponad 6200 osób. Było to w 25. kolejce, granej przy kilkudziesięciostopniowych mrozach. Dla porównania mecz tej samej kolejki pomiędzy Sandecją, a Zagłębiem w Niecieczy obejrzało niewiele ponad 300 osób. Znam wiele miejscowości, gdzie na A klasę przychodzi więcej kibiców.

Obawiam się jednak, że to nie Górnik jest taki mocny, tylko liga jest taka słaba, a Zabrzanie po prostu potrafią na boisku wytknąć palcem większość słabości „mocarzom” Ekstraklasy. Należy jednak uczciwie przyznać, że Górnikowi dodano 3 punkty za mecz w Gliwicach, który pewnie by przepierdolili, gdyby kibice gospodarzy nie próbowali wtargnąć na murawę. Dodatkowo sędzia Piotr Lasyk wypaczył wynik meczu Jagi z płocką Wisłą. Uroił sobie jakiś faul, a co gorsze obejrzał tę sytuację na video i swoje urojenia baran potwierdził. Jeśli w kolejnym sezonie Lasyk wciąż będzie sędziował Ekstraklasę, uznam to za wielką kompromitację całego środowiska sędziowskiego. W ten właśnie sposób ostatnie miejsce premiowane grą w eliminacjach Ligi Europy zgarnął Górnik, a nie Wisła Płock.

Na trybunach przy ulicy Roosevelta wybrzmiało „To nie są czary, Górnik ma puchary!”. Mimo tego, że wiele spraw w Zabrzu jest godnych pochwały, to nie jestem naiwny i nie dam się nabrać – „eurowpierdol” pozostaje nieunikniony. Nie mniej jednak życzę drużynie z Zabrza powodzenia, a wszystkim górnikom tyle samo powrotów na powierzchnię, ile zjazdów pod ziemię.

31/05/2018

2 Comments

  1. JB says:

    No zobaczymy. Odszczekasz eurowpierdol

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *