Diabelsko słabi

Jach mogłeś to zrobić?
05/02/2018
Mecze kontrolne lecz niekontrolowane
28/03/2018
 

Bycie kibicem Manchesteru United w ostatnich latach ma wiele wspólnego z masochizmem. Sir Alex Ferguson zbudował potęgę z totalnie przeciętnego klubu, którym były Czerwone Diabły w latach 80. Każdy wiedział, że zastąpienie tego człowieka będzie trudniejsze niż zastąpienie Mateusza Borka w Cafe Futbol. David Moyes okazał się swoistym Bożydarem Iwanowem – no za chuja nie dało się tego oglądać, gdy on to prowadził! Kolejnym menedżerem, który nie udźwignął ciężaru prowadzenia United, był Holender Louis van Gaal. Za kadencji obu tych szkoleniowców drużyna grała futbol totalnie bezzębny, brak jej było charakteru i pasji. Wyniki też nie powalały – za Moyesa United zajęli 7. miejsce w Premier League, nie kwalifikując się nawet do Ligi Europy. Pod wodzą Holendra z kolei w pierwszym sezonie drużyna z Old Trafford zajęła 4. miejsce w lidze, a w drugim 5. Z Ligi Mistrzów odpadli jeszcze w fazie grupowej.

Wybawieniem miał być charyzmatyczny Jose Mourinho, któremu ponoć zapłacono po cichu kilka milionów funtów, by nie przyjmował innej posady do końca sezonu 2015/2016, kiedy to zwolnienie van Gaala było już przesądzone. W październiku popełniłem tekst o The Special One TUTAJ. Pisałem tam między innymi, że Portugalczyk w drugim sezonie odnosi sukcesy. Mamy marzec i część tych potencjalnych sukcesów została negatywnie zweryfikowana.

Fakty na chwilę obecną wyglądają tak, że szanse na tytuł Mistrza Anglii są równie duże jak to, że powołanie na najbliższe zgrupowanie naszej kadry dostanie Sebastian Mila. Strata do rywala zza miedzy wynosi 16 punktów. Jest to dystans absolutnie nie do odrobienia.

Ukoronowaniem zeszłorocznego triumfu w Lidze Europy miały być występy w Lidze Mistrzów. Na te wtorkowo-środowe wieczory każdy kibic piłki nożnej czeka z utęsknieniem. To rozgrywki o absolutnie największej renomie, a ich poziom nie pozwala na popełnianie błędów. Pierwszy mecz fazy pucharowej United zagrali z Sevillą na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán. Był to mecz, jakich Anglicy pod wodzą Mourinho zagrali bardzo wiele, czyli nudny i nijaki, zakończony mówiącym wszystko wynikiem 0:0. Można było odnieść wrażenie, że w ogóle nie mieli nawet zamiaru, by ten mecz wygrać. Przed rewanżem mimo wszystko Czerwone Diabły uchodziły za faworyta. Na murawę wyszły jednak miękkie faje. Wystraszyli się przeciętniej drużyny z Hiszpanii, pierwszą połowę zagrali tak, jakby prowadzili w dwumeczu 3:0. W drugiej Sevilla strzeliła 2 bramki i wtedy dopiero United zaczęli grać. Jednak była to już 78. minuta. Trafienie Lukaku naturalnie okazało się co najwyżej honorowym, choć mam wrażenie, że podopieczni Mourinho nie znają takiego słowa jak „honor”.

Za absolutnie skandaliczną i niehonorową uważam wypowiedź Portugalczyka na pomeczowej konferencji prasowej. Powiedział on, że sam dwukrotnie wyrzucał United z rozgrywek Ligi Mistrzów, pracując w FC Porto czy Realu Madryt, i że odpadanie na tym etapie to dla angielskiej drużyny nic nowego. Jose upierdolił tym samym rękę, która go karmi. Wyśmiał historię tego klubu i zdeprecjonował jego znaczenie na arenie międzynarodowej, nie mając przy tym nic do zarzucenia samemu sobie. Uważam, że po odpadnięciu na tym etapie - w takim stylu i po takiej słowach - Portugalczyk powinien zostać odwołany z pełnionej funkcji. To przecież w znacznej mierze przez jego bojaźliwe nastawienie i umiłowanie do defensywnego stylu gry w ćwierćfinale znaleźli się piłkarze z Andaluzji.

Przepłacane gwiazdki z przemysłowej części Manchesteru są oczywiście równie winne. Ta drużyna nie ma charakteru, brak jej waleczności, nie pragnie za wszelką cenę wydrzeć rywalowi zwycięstwa. Przeważnie najlepszym graczem na placu jest bramkarz David de Gea. Nie zarabiający 350 tysięcy funtów tygodniowo Alexis Sanches, znany również w niektórych kręgach jako mała chilijska kurewka. Nie Fellaini, dla którego Champions League to ewidentnie za wysokie progi. Nie grający wcześniej w równie wielkich klubach i odnoszący z nimi sukcesy Juan Mata.

Oglądając ekipę Diabłów, można odnieść wrażenie, że jedyne, czego pragną, to zejść do szatni, wziąć prysznic, wsadzić swoje wygodne dupy w sportowe samochody i udać się nimi do luksusowych domów. Mam tu na myśli tak zwany efekt pełnego brzucha. Dla tych zawodników nie jest najważniejsze odnoszenie sukcesów. Hajs i tak się będzie zgadzał - czy odpadną w 1/8 finału, czy w półfinale. Futbol się zmienił. Młodsze pokolenie jest inne. Nie ma zawodników jak Roy Keane czy Eric Cantona, którzy obrzygaliby swoje odbicie w lustrze, jeśli zagraliby tak słaby mecz. Ashley Young na gorąco po meczu powiedział, że trudno, iż odpadli, ale nie zagrali wcale tak źle i teraz koncentrują się na przyszłych wyzwaniach. Jakich kurwa wyzwaniach?! Mistrzostwo Anglii przegrane, do wygrania jeszcze pozostaje Puchar Anglii. No ma chłop ambicję, ale bardziej na miarę Southamptonu niż Manchesteru United.

W drużynie z Sir Matt Busby Way ciągle powstaje projekt za olbrzymie pieniądze, jednak klapa z tego wynikająca jest jeszcze większa. Wielkie ekipy poznaje się po wielkich meczach, a ta drużyna takich po prostu nie gra. Ktoś może powiedzieć, że wygrali przecież w przeciągu 3 ostatnich kolejek ligowych z Liverpoolem i Chelsea. Co z tego? City w podobnym czasie też opierdolili Chelsea, a i Arsenalowi nie dali żadnych złudzeń. Poza tym United, nawet jak wygrywają, to są to zwycięstwa na styku, fartowne, to takie ślizganie się na pograniczu wygranej i remisu a czasem nawet porażki.

Tydzień temu po odpadnięciu Tottenhamu z Ligii Mistrzów napisałem na Twitterze, że zwyczajnie mieli zbyt małe i pedalskie jajeczka (jak w filmie "Przekręt"), żeby przyklepnąć awans na własnym stadionie po bramkowym remisie w Turynie. Jeśli Spursom zabrakło jaj, to Diabłom urosła cipka.

14/03/2018

3 Comments

  1. Papagol says:

    Fragment o Keanie i Cantonie powala.

  2. Dominik says:

    Grafomania na poziomie gimnazjum.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *