Co w trawie Brzęczy?

Puchary? Nie, dziękuję.
10/08/2018
 

Po pierwszych powołaniach Jerzego Brzęczka na mecze z Włochami (Liga Narodów) oraz Irlandią (towarzyski) jednego możemy być pewni – zawodnicy, którzy nie grają w miarę regularnie w swoich klubach nie mają co liczyć na faks od selekcjonera. No chyba, że są jego rodziną.

Nie jestem ani zwolennikiem, ani przeciwnikiem nowego trenera Biało-Czerwonych. Uważam, że każdy kto otrzymał taką szansę, zasługuje na możliwość pokazania swoich umiejętności. Nie zamierzam krytykować wyboru prezesa PZPNu przed pierwszymi meczami. Polska liga nauczyła mnie tego, że wybory z pozoru absurdalne lubią okazywać się strzałem w dychę, a te na pierwszy rzut oka racjonalne – totalnymi klapami.

Nie podoba mi się jak dotąd jedna kwestia. „Papież” szumnie zapowiedział, że piłkarze grzejący ławy w swoich klubach nie mają czego szukać w reprezentacji, a Kuba Błaszczykowski nie będzie miał żadnej taryfy ulgowej. W myśl pierwszej zapowiedzi pominął Grosickiego, zresztą słusznie. Tylko co z drugą częścią zapowiedzi? A no to, że Jureczek najwidoczniej wolał honorem podetrzeć własne dupsko i specjalnie dla siostrzeńca znalazł miejsce w szerokiej kadrze. Mimo że ten do gry w Wolsburgu ma dalej niż Adrian Mierzejewski do Płocka. Wśród wszystkich nominowanych jedynie Jan Bednarek ma podobną pozycję w klubie. Jednak Janek zagrał 90 minut kilka dni temu. Co prawda w Pucharze Myszki Miki (Carabao Cup) przeciwko Brighton, ale zagrał. Do tego pokazał się znośnie na mundialu, a to i tak o niebo lepiej od Błaszczykowskiego.

Pozostaje jeszcze temat wspomnianego wcześniej Mierzejewskiego. Kolejny selekcjoner udaje, że nie widzi, co ten chłopak wyprawia. I co z tego, że w egzotycznych ligach? Ligę australijską wciągnął nosem niczym Kolumbijczycy Polaków na Mistrzostwach Świata. W Chińskiej też powoli zaczyna błyszczeć i wyrabiać własną markę. Bierze na siebie ciężar gry, strzela, asystuje niemal w każdym meczu. Poniżej podrzucam kompilacje zagrań jeszcze z Australii, z ligi chińskiej obszerne skróty śmigają na Jutubie niemal po każdym meczu.

Mam wrażenie, że w ten sposób podświadomie ktoś próbuje przemycić nam tezę, że wspomniane wcześniej ligi są gorsze od polskiej. Nie kurwa, nie są! Oglądałem ostatnio kilka meczów Made In China i mogę powiedzieć, że gra się tam taki fajny, radosny futbol do przodu. Nie wiem w jakiej części wynika to z taktyki, a w jakiej z nieudolności obrońców. W Ekstraklasie ¾ drużyn gra dwójką defensywnych pomocników w środku pola. Każdy ma przeszkadzać każdemu, mało kto myśli o kreowaniu fajnych akcji do przodu. Na pierwszym miejscu jest zawsze PRZESZKADZANIE. Wyjątkowo lotne podejście.

Wśród powołanych środkowych pomocników podobną pozycję i rolę w swojej drużynie klubowej pełni Mateusz Klich. Zawodnik II ligi angielskiej (podobnie jak niepowołany Grosicki), w której zaliczył kilka udanych występów. W mojej ocenie jest jednak bardziej ociężały i mniej kreatywny od Mierzeja. Adrian dodatkowo potrafi fenomenalnie uderzyć lub wrzucić ze stojącej piłki, czego Klichu nie potrafi tak dobrze wykonać podobno nawet na PS4. Przy takim a nie innym stanie posiadania polskiej piłki nie można sobie pozwolić na udawanie, że nie istnieje ktoś taki jak Mierzejewski. A w tym momencie wygląda to tak, jakby Mierzej musiał przejść do Wisły Płock, żeby zagrać w narodowych barwach. Uważam, że Brzęczek zachowałby się sensowniej, gdyby Adriana powołał, wystawił nawet przeciwko jakiejś silnej ekipie (np. za tydzień z Włochami) i skreślił po jednym meczu, jeśli ten nie pokazałby nic szczególnego. Trzymałby wówczas w łapie argument, że łysemu z Chin szansę dał, a on jej nie wykorzystał. Trudno, zdarza się, takie jest życie. Teraz w mojej ocenie argumentu nie ma żadnego. Skoro powołanie dostało nawet dwóch gości z Wisły Płock, spośród których jeden dał ku temu wątpliwe powody, a drugi sam nie wie jakim sposobem się znalazł się w reprezentacji.

Jeśli ktoś zza granicy spojrzy na listę powołanych, to gotów będzie pomyśleć, że Wisła Płock jest jakimś gigantem na naszym podwórku. Powołania bazujące na znajomości z czasów wspólnej pracy mogą budzić pewien niesmak, dopóki nie obronią się sportowo. Czy się obronią, zobaczymy. Życzę oczywiście Brzęczkowi, żeby mu się powiodło. A czy jest to w ogóle możliwe z Adamem Dźwigałą na środku obrony to już zupełnie inna kwestia...

31/08/2018

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *