Całkiem niezły ten Czwartek.

Co w trawie Brzęczy?
31/08/2018
 

Czwartek jest generalnie całkiem spoko dniem. Jest już praktycznie małą wigilią weekendu, można na promkach w ulubionych dyskontach kompletować zapasy trunków z myślą o weekendzie. Jest takim małym piątkiem, a w Polsce kochamy wszelkie piątki (no powiedz mi, że nie oglądałeś filmu „Friday” z Ice Cubem?!). No i jeszcze te słynne studenckie czwartki z darmowymi wjazdami na całkiem fajne imprezy, gdzie można się napierdolić na krzywy ryj, ewentualnie kosztem jedzenia w nadchodzącym tygodniu.

Ten czwartek był dobry również ze względu na występy naszych drużyn narodowych. A grały w tym dniu aż trzy. Reprezentacja do lat 21 towarzysko z Anglią, u-20 z Japończykami i pierwsza reprezentacja o punkty eliminacyjne z Austrią. I były to całkiem nieźle mecze!

Na początek Polska u-20 przejechała się po Japończykach 4:1. Wynik co prawda był sporo lepszy od gry, ale nie wypada marudzić, biorąc pod uwagę, jakie bramki padały w tym meczu. Goście strzelili z przewrotki, a my trzy razy zza pola karnego, ale jak! Polacy walili Japończykom po oknach jak Amerykanie w odwecie za Pearl Harbor! Bednarczyk i Łyszczasz pokazali, że potrafią zdobywać absolutnie wyjątkowe gole. Dodatkową atrakcję w tym spotkaniu stanowiły rzuty karne, na które umówiły się obie drużyny, niezależnie od wyniku spotkania. Polacy wygrali również konkurs jedenastek.

Pod TYM LINKIEM, na stronie TVP Sport możecie znaleźć skrót tego meczyku.

W meczu reprezentacji do lat 21 przeciwko Anglii, Sebastian Szymański przypomniał wszystkim tym, którzy zapomnieli, po co powinno się ustawiać mur, przy rzucie wolnym egzekwowanym z odległości około 25 metrów od bramki. Jebnął tak, że bramkarzowi zrobiło się wstyd! Bramka piękna jak Jessica Alba! Anglicy, czego można się było spodziewać, byli w tym meczu lepsi, ale nie zdołali nas pokonać, spotkanie zakończyło się remisem 1:1.

Na deser creme de la creme, gwóźdź programu, wydarzenie tygodnia – słowem pojedynek słabych Polaków z daremnymi Austriakami. Mecz, w którym mógł paść absolutnie każdy wynik. Skończyło się 1:0 dla naszych. I chwalić Najwyższego! Bo gdyby na tym meczu był VAR, to po jednym z wejść Kędziory, sędzia musiałby zagwizdać karnego dla Austriaków. Jakby Marc Janko potrafił skierować piłkę głową w światło bramki, to Szczęsny mógłby tylko ją wyciągnąć z siatki.

Nasz wielki taktyk wystawił w ataku Milika z Lewandowskim, po czym w przerwie Milika odesłał do szatni, wpuszczając za niego Frankowskiego, a więc skrzydłowego za napastnika. Jakiś kwadrans później wskutek urazu Zielińskiego wpuścił Piątka, a więc napastnika za skrzydłowego, bo tak w tym meczu ustawiony był Zielu. Miałem wrażenie, że nasz szczerbaty coach się totalnie pogubił i nie do końca wiedział, co robi. Dodatkowo po meczu wypalił, że Arek Milik grał z gorączką, bo jest przeziębiony. Nasz selekcjoner wolał chorego Milika niż zdrowego Piątka. Jeśli taka jest logika, to ja wolę ŚP. podpitego Janusza Wójcika od trzeźwego Brzęczka!

Panie Jurku, po raz kolejny miałeś Pan więcej szczęścia niż rozumu!

22/03/2019

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *